"W 1919 roku kobieta z tytułem magistra fizyki przyjęła pracę w szpitalu onkologicznym. Stanowisko, które wydawało się tymczasowe, ostatecznie wyznaczyło kierunek jej pracy na kolejne dekady i pomogło uczynić medycynę bezpieczniejszą dla milionów ludzi.
Nazywała się Edith Hinkley Quimby.
Ukończyła matematykę i fizykę w Whitman College, a następnie uzyskała tytuł magistra fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim — w czasach, gdy wiele kobiet ledwie dopuszczano do pracy w laboratoriach. Rozumiała radioaktywność, matematykę i projektowanie eksperymentów z wyjątkową jasnością. Mimo to wiele drzwi wciąż pozostawało przed nią zamkniętych.
„Nie zatrudniamy kobiet na stanowiskach akademickich”.
„Może stanowisko administracyjne”.
„Czy myślała pani o nauczaniu?”
Kiedy jej mąż, fizyk Shirley Quimby, przeniósł się do Nowego Jorku, aby kontynuować karierę, Edith przyjechała razem z nim. Wydawało się, że jej własne ambicje będą musiały poczekać. Wtedy znalazła szansę w Memorial Hospital for Cancer and Allied Diseases, który potrzebował wsparcia w zakresie fizyki medycznej.
Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadził z nią doktor Gioacchino Failla. Zadawał jej poważne pytania o badania, obliczenia i promieniowanie. Po raz pierwszy ktoś spojrzał najpierw na jej pracę, a nie na jej płeć.
Zatrudniono ją.
Ta praca stała się dziełem jej życia.
W pierwszych latach radioterapii panowała ogromna niepewność. Źródła radu i promienie rentgenowskie stosowano przy ograniczonej wiedzy. Lekarze obliczali dawki za pomocą niedoskonałych narzędzi. Niektórzy pacjenci otrzymywali zbyt małą dawkę, przez co nowotwór nadal postępował. Inni dostawali jej zbyt dużo i doznawali poważnych uszkodzeń. Wciąż brakowało precyzyjnego zrozumienia tego, jak promieniowanie zachowuje się w ludzkim ciele.
Edith widziała cierpienie i rozpoznała w nim problem fizyczny, który można było rozwiązać.
Przez lata pracowała z materiałami radioaktywnymi, mierząc, obliczając i porównując wyniki. Badała, jak najlepiej rozmieszczać źródła promieniowania, jak szacować dawki i jak chronić zdrowe tkanki. Jej metody pomogły ustanowić praktyczne zasady dozymetrii, które przez długi czas wyznaczały standardy radioterapii.
Nagle leczenie promieniowaniem mogło być mniej improwizowane.
Bardziej precyzyjne.
Bardziej przewidywalne.
Bezpieczniejsze.
Skuteczniejsze.
Pacjenci z nowotworami, którzy wcześniej mieli bardzo ograniczone możliwości, zaczęli zyskiwać realną nadzieję.
Jej praca na tym się nie zakończyła. Pomogła umocnić dziedzinę medycyny nuklearnej, badając, w jaki sposób izotopy promieniotwórcze można wykorzystywać do diagnozowania i leczenia chorób. Opublikowała dziesiątki artykułów naukowych. Uczyła. Kształciła nowe pokolenia. Wspierała środki bezpieczeństwa chroniące zarówno pacjentów, jak i pracowników narażonych na promieniowanie.
Przyczyniła się także do rozwoju systemów kontroli ekspozycji, takich jak stosowanie klisz do pomiaru dawki promieniowania otrzymywanej przez personel. To, co niewidzialne, można było uczynić widzialnym. A kiedy coś można zmierzyć, można temu również zapobiegać.
Jedną z badaczek, które kształciły się w tym środowisku, była Rosalyn Yalow, późniejsza laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w 1977 roku za opracowanie radioimmunoanalizy — techniki, która zmieniła diagnostykę medyczną. Yalow szła po fundamentach, które pomogły zbudować kobiety takie jak Edith.
Edith otrzymała za życia ważne wyróżnienia: była pierwszą kobietą uhonorowaną medalem Janeway American Radium Society w 1940 roku, otrzymała złoty medal Radiological Society of North America w 1941 roku, a później także złoty medal American College of Radiology. Została profesorką Uniwersytetu Columbia — co było niezwykłym osiągnięciem dla kobiety naukowczyni z jej pokolenia.
Pracowała przez dekady, długo po wieku, w którym wielu ludzi zdecydowałoby się już na emeryturę. Kiedy zmarła w 1982 roku, mając 91 lat, pomogła przekształcić promieniowanie z niebezpiecznego i słabo rozumianego narzędzia w jedną z najważniejszych broni w walce z rakiem.
Dziś za każdym razem, gdy pacjent otrzymuje starannie obliczoną radioterapię, gdy pracownik medyczny korzysta z ochrony, aby kontrolować swoją ekspozycję, gdy ktoś przeżywa, ponieważ lekarze dokładnie wiedzą, jaką dawkę promieniowania podać — obecna jest cząstka dziedzictwa Edith Quimby, choć jej nazwisko prawie nigdy nie pada.
Nie szukała blasku reflektorów. Nie goniła za sławą ani fortuną. Po prostu każdego dnia przychodziła do pracy, wykonywała ją skrupulatnie, cierpliwie i często niewidzialnie — i uczyniła medycynę bezpieczniejszą dla milionów ludzi, których nigdy nie miała poznać.
Historia często celebruje najgłośniejsze nazwiska i najbardziej spektakularne odkrycia. Ale niektóre z najważniejszych osiągnięć rodzą się z cichej wytrwałości w laboratoriach, szpitalach i salach, w których nikt nie bije braw. Z pracy kobiet, którym mówiono, że tam nie należą, a które mimo to zostały i rozwiązywały problemy ratujące życie.
Edith Quimby weszła do szpitala w 1919 roku i przez kolejne dekady budowała część naukowych fundamentów, na których do dziś opierają się współczesna onkologia radioterapeutyczna i medycyna nuklearna. Zmieniła świat, nie potrzebując, by świat powtarzał jej nazwisko.
To znak prawdziwej pionierki."
za Przytulność